|
|
Księga Gości
Linki
Poezji trochę Janek Rybowicz pisać poezję to znaczy płakać, płakać wewnętrznie... Adam Ziemianin rozmowa bez słowa... Agata Budzyńska Marcin Świetlicki Krzysztof Siwczyk trzy zdjęcia Ciebie na tle poświaty... Rafał Wojaczek kochanka powieszonego
Różne Bieszczadzkie Anioły Festiwal sztuk różnych
Przyjaciele, znajomi Historicus - Forum Wspaniałe forum historyczne Lady Apathy Blog Innuendo Moja stronka takie jakieś durnoty Blog Scarlett
Muzyka Happysad tak czy siak nieważne i tak Wolna Grupa Bukowina tylko popiół wie co to do cna się wypalić... Coma obudziłem się przed świtem, żeby żyć Ptaky Forum Michała Bajora Kochani Fani! Świetliki nie mogło ich zabraknąć Miłka Malzahn cholerna ślepa Julia Mariusz Lubomski Marcelle Spirit kawałek dobrej muzyki Michał Bajor nacapirzony ;-) Stare Dobre Małżeństwo paru takich bez których żyć się nie da?
Archiwum
2009 marzec styczeń 2008 sierpień kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec
***** design by
malowanyblog
***** image by thaUrban from deviantart.com
|
|
2009-03-06 20:00:17 >> Siekiera
No?
skomentuj (4)
2009-01-24 08:00:50 >> Atak na Nowy rok!
Procech odchamiania nalezy zacząć w najszybszym możliwym czasie. Tylko czy nie wyjdą z tego jakieś straszne, straszne rzeczy?
Plan Imprez na rok 2009:
- Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA. Gdańsk. (Dosyć Jarmarku Dominikańskiego!)
- Heineken Music Open'er Festival (jak się trafi ktoś godny uwagi)
- Warszawski Międzynarodowy Festiwal Filmowy (ale Warszawa kuleje w walce o Europejską Stolicę Kultury)
- Warszawskie Spotkania Teatralne
- Może Festiwal Designu organizowany po raz pierwszy przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej? Warsiawa rzecz jasna.
- Festiwal Komiksu. Łódź.
W końcu nalezy poszerzać horyzonty jako student kulturoznawstwa, nie?
Procesz odchamiania zacznę...od pójścia spać.
skomentuj (10)
2009-01-15 21:52:52 >> Wypierdki mamuta
Zjadłam jabłko do ogryzka
i zrównałam się z ziemią.
Po prawicy Boga Ojca
zasiądę wraz ze stadem
Cmentarnych Janiołów
(jeśli pamięć mnie nie zmyli)
Jest ciepłe miejsce tuż za rogiem.
"Jadłodajnia u Judasza".
Którą drogę wybrać?
***
Czyż to już osobiste dygresyje?
Achy ochy w mieście.
skomentuj (0)
2008-08-02 12:30:35 >> Śpiączka
Nie piszę. Część mnie umarła. Albo śpi głębokim snem.
Chyba pogrzebałam marzenia. Albo kilka z nich.
Dopadła mnie szara rzeczywistość. Próbuję się jej nauczyć.
Nieudolnie wchodzę w sprawy, które mnie nie interesują.
Obijam się o ściany, błąkam jak w amoku.
To chyba nazywają dorosłością - nie lubić ale musieć czyż tak?
Przykre to. Smutne. Ale skoro nie ma innego wyjścia.
Wiele żalu w sobie kryję.
Wiele bólu ściska gdzieś moją duszę. Uwięzioną, spętaną ciasno sznurem.
Może październik pozwoli mi się wydostać z tych więzów.
Daj Boże. By była siła. Bo mam po co żyć. Mam dla kogo żyć.
Kocham. Całą sobą. Każdą komórką i każdym mięśniem.
Ta miłość daje mi siły by przetrwać kolejny dzień.
Bo wiem, że po ośmiu paskudnych godzinach, wrócę do domu
i wtulę się w silne ramiona.
Byle do października.
Tymczasem zapadłam w śpiączkę.
Boże daj...
J. Szukająca inspiracji.
skomentuj (2)
2008-04-21 13:51:20 >> Wyrwane z kontekstu
Uprzedzając fakty. Na wszelki wypadek. Całość tekstu od początku do końca jest fikcją literacką. Posiadam wszystkie organy i części ciała. Poza tym czuję. Kocham i jestem kochana. Nie doszukujcie się drugiego dna ;-)
***
Wyrwane z kontekstu
Ta powieść powstaje z bólu. Z rozedrgania wewnętrznego. Emocji, nadpobudliwości i lęku. Urodziłam się bez serca. Dosłownie. I bez serca żyję w błogiej nieświadomości. Nieświadoma jestem swojej ułomności. Bo brak serca, to brak uczuć wyższych. Nie kocham. Nie współczuję. Ale też nie nienawidzę. I nie płaczę. Bo kiedy człowiek nie posiada serca, nie potrafi płakać.
Wyobraź sobie, że przechodzisz dowolną ulicą. Możesz spacerować, albo poruszać się średniego tempa truchtem. Powiedzmy, że to Nowy Świat w Warszawie. Całkiem przyjemna ta ulica, prawda? Trochę snobistyczna? Wydaje Ci się. Ma odrobinę uroku. Ale przypomina wszystkie inne ulice w całym mieście. Mimo to wydaje się być lepsza. Jest znana. Jest wstępem na tzw. Old Town.
Idziesz Nowym Światem. Spacerujesz, bo jest maj, więc świeci słońce. Chcesz się nacieszyć tą piękną pogodą. Mijasz kawiarnie, sklepy z ubraniami drogich marek, panie sprzedające tulipany i żonkile. Myślisz sobie, że nic więcej Ci do szczęścia nie potrzeba. W plecaku nosisz wodę mineralną, w razie gdyby dopadło Cię pragnienie. Pomadkę, gdybyś miała spotkać Mężczyznę ze swoich snów. Właściwie...to dlaczego jesteś kobietą? Nie mogłabyś być Mężczyzną? Hmmm...najwidoczniej Mężczyzna nie kojarzy się z żadnym, nawet najmniejszym atrybutem romantyzmu.
A Chopin? Podpowiada mi głos z tyłu głowy. Że kto? Ten pianista sławny z dziewiętnastego wieku. Niech go szlag! Kobieciarz, alkoholik, a tak w ogóle to gej. Ale jak grał! No grał...Etiudy, mazurki, walce...Patriotą był. A patriotyzm jest romantyczny.
Ale ja bym wolała współczesny przykład. Kogoś zupełnie nowoczesnego. W żadnym wypadku artysta. Artyści sa przereklamowani. A patriotyzm w obecnych czasach graniczy chyba z cudem.
Nie przesadzaj, nie przesadzaj.
Nieważne. Jesteś kobietą. Z kobietą łatwiej jest dojść do ładu.
Wyobraź sobie, że idziesz tym Nowym Światem wolnym krokiem i masz przy sobie tę wodę i pomadkę i plaster z opatrunkiem. Nie wiem, co po. Może gdyby trzeba było pomóc jakiemuś rowerzyście. Nieważne. Jeśli należysz do jakiegoś feministycznego ruchu, nosisz przy sobie też gazłzawiący, albo broń palną. Oczywiście, aby zaatakować mężczyznę.
Mijasz kilka bocznych uliczek i widzisz kobietę. Stoi na ławce przy przystanku autobusowym i wyciąga do Ciebie ręce. Ubrana jest w czarny płasz, mimo upału. Na jej głowie spoczywa maleńki kapelusik przyozdobiony ptasim piórem. Stoi i wyciąga do Ciebie ręce. Zatrzymujesz si mimowolnie, czujesz potrzebę, bo pomóc tej kobiecie. Stajesz na przeciwko niej, pytasz. O cokolwiek. O zdrowie, czy nic jej nie jest, czy nie jest głodna, czy nie potrzebuje pieniędzy, albo nawet ryzykujesz propozycją pomocy specjalistycznej. W końcu nie codziennie spotyka się dziwaków o tak zniekształconej twarzy. Nie jest to twarz brzydka. Wręcz przeciwnie. Zaznacza się dużymi błękitnymi oczami, gęstymi brwiami, pełnymi czerwonymi ustami i małym zadartym nosem. Może nawet jest piękna? Twarz ta jest zdeformowana myślą. I strachem. Strachem przed ludzką głupotą.
Masz ochotę się poddać, bo kobieta nie wydaje żadnych objawów kontaktu z rzeczywistością. Chcesz się oddalić. Iść dalej Nowym Światem, w stronę Starego Miasta. Chcesz napawać się piękną pogodą i nową pomadką w plecaku. Termin ważności poprzedniej dawno wygasł. Niestety nigdy nie udało Ci się jej użyć.
I wtedy stworzenie nieboskie rozpina płaszcz i pokazuje Ci wszystko, co tylko może pokazać komukolwiek. Nie jest ani naga, ani ubrana. Jej skóra jest tak jasna i delikatna, że sprawia wrażenie przezroczystej. Włosy łonowe są tak cienkie i kruche, że prawie ich nie widać. Jedynie piersi. Te małe, piekne piersi z dużymi brodawkami. Jakby podniecone. Pokryte gęsią skórką.
Myślisz-wariatka. Ale nie odchodzisz, zauroczona chwilą. Przez ułamek sekundy przechodzi Ci przez głowę myśl, że chciałabyś być mężczyzną. Będąc mężczyzną mogłabyś posiąść to ciało. Zawładnąć nim.
I wtedy dostrzegasz, że kobieta ta rzeczywiście nie jest naga. To nie skóra. Widzisz jej duszę. Pełną kolorowych wzorów, liter, skomplikowanych słów, rzek płynących krwią i winem. Widzisz zarys szkieletu. Uśmiechniętego szkieletu. Bez serca.
Tak. Ja stałam tamtego dnia na ławce przy przystanku autobusowym. Czekałam na wybrańca. Nie pojawił się. Chciałam, więc pokazać całemu światu to wszystko, w co nikt nigdy nie byłby w stanie uwierzyć.
Zastanawiasz się pewnie, po co Ci to wszystko mówię, prawda?
Jaki mam w tym cel? Może nawet z niecierpliwością wyczekujesz pointy?
To miłe.
Ale muszę Cię zawieść. Nie będzie ani zakończenia tej powieści (tak jak i nie było początku), nie będzie ani morału, ani mądrych słów.
Ale wyobraziłeś mnie sobie, prawda?
Może o to właśnie chodziło.
Chcę Cię nauczyć imaginacji.
Oto kilka słów wyrwanych z kontekstu. Właśnie przebywasz w mojej głowie. Ale nie przyzwyczajaj się. Prawdopodobnie prędko Cię z niej wyrzucę.
To moja twierdza.
/tekst powstał w nocy z 20 na 21 kwietnia 2008r. bez dedykacji/
Dziękuję tym, którzy są obok. Nie tylko wtedy gdy świeci słońce, ale także w czasie burz i zachmurzeń.
skomentuj (3)
2008-04-12 09:52:29 >> Nocne smsy...
Życzyłabym sobie, byś zawsze tulił mnie w swych ramionach...
Nie możesz mówić do mnie takim tonem,
kiedy mrówki chodzą mi po plecach...
Kiedyś pojedziemy do Kazimierza Dolnego, wiesz?
Pokażę Ci wszystkie zamki i doliny...
To jak z odkrywaniem mojej duszy.
Albo oddaję ją Tobie na zawsze albo...
Lubię te pamiątki w postaci sreberek po czekoladzie
i papierków po cukierkach...
A dzisiejszej nocy...
Był moment kiedy kochałeś mnie najbardziej...
Była to chwila gdy promienie księżyca opaliły nasze ciała...
Myślisz, że to wystarczy?
/Tobie./
***
Nie jest to wiersz w żadnym wypadku moi Drodzy
Kilka słów.
Dziękuję...
skomentuj (3)
2008-04-08 12:11:05 >> Czasami bywa i tak. Trochę wyrwane z kontekstu.
- Nie mamy tutaj wrzątku, ale herbatę zaparzysz. W tym baniaku. Ta woda ma jakieś dziewięćdziesiąt stopni. Nawet kawa właściwie ci wyjdzie.
- Dobrze, dobrze. Nie potrzebuję. Właściwie w ogóle.
Umyka mi głos. Wszystko wydobywa się jakby z oddali. Ona coś szepce jeszcze cichutko i ja próbuję wydobyć z siebie ostatnie jęki. Stoję tu przed Nią, a jakby wcale nas nie było. Jakby Jej nie było. Podchodzę do szafki i chwytam ulubiony kubek. Żółty w niebieską kratkę. Chwytam kubek za ogromne ucho, które rośnie i rośnie i nagle znika. Ucho znika i kubek spada z zawrotną szybkością, by po chwili zderzyć się z twardą, cementową nawierzchnią podłogi. Ale nie tłucze się. On znika. Jeśli jest to możliwe...
Stoję po środku kuchni, próbuję wyśledzić chociażby jeden znajomy element. Nie widzę zielonych zasłon, żółtych firanek. Żółtych od dymu papierosowego, bo przecież wszyscy domownicy palą. Zaciągają się z taką siłą jakby to miał być ich ostatni w życiu papieros. Wciągają tytoniowy dym do płuc najsilniej jak potrafią. Nie wiedzą, że nie mają już płuc. Właściwie to zostałam im już tylko smoła. Gęsta, czarna, lepka maź.
Zamykam oczy. Otwieram. Nie ma firanek. Nie ma nawet okien. I szafki zniknęły. Zastanawiam się czym sobie zasłużyłam na tę karę. Przecież samotność jest najwyższą formą klęski. Niżej upaść już się nie da.
"Słuchaj, a może to nie jest kara. Może właśnie wręcz przeciwnie?" słyszę niski, męski głos.
Odwracam się, ale nikt za mną nie stoi.
- Kim jesteś? - pytam obojętnie, bo stan, w który zostałam wprowadzona nie pozwala mi na strach.
" Zastanów się."
- Nad czym mam się zastanowić? Nad pustką? Nad samotnością? Nad tym, że zostałam jedynym człowiekiem na ziemi? Nie. W tej chwili nie nazwałabym siebie nawet człowiekiem.
"Może to jednak jest nagroda. Dlaczego nie chcesz nawet spróbować?"
- Kim jesteś?!
"Pomyśl...pomyśl..."
- Usiłujesz mi wmówić, że to właśnie ja? Ja mam stworzyć świat od nowa?
" Dlaczego nie?"
- Kto niby dał mi takie prawo?
"On."
- Nie wygłupiaj się! - śmieję się głośno. Jakie to przyjemne uczucie. Nagle znowu mogę się śmiać. Potrafię. Rozglądam się dookoła. Nic. Patrzę pod nogi i nagle uświadamiam sobie, że pod stopami nie mam już cementowej podłogi. Ani puszystego dywanu. Nawet chłodnej wykładziny. Pod stopami nie ma zupełnie nic. Unoszę się w powietrzu. Lewituję.
Próbuję się przemieścić z jednego miejsca w drugie. To nie takie proste. Męczę się, szybko braknie mi tchu. Jestem senna, tak bardzo potrzebuję chwili snu. Zmieniam pozycję, kładę się na powietrzu. Nie jest wygodnie, ale moge spokojnie przespać kilka godzin.
Tylko czym jest kilka godzin w mojej sytuacji? Cała wieczność.
"Nie wygłupiam się. Uwierz." Słyszę znowu. Nie otwieram nawet oczu, jestem tak bardzo zmęczona. Kładę się tylko na plecach i rozkładam tak, jakbym leżała na łące pełnej traw i wiosennych kwiatów. Przez moment wydaje mi się nawet, że czuję zapach. Nieokreślony bliżej, ale przyjemny.
- Czy On nie zdaje sobie sprawy z tego, że ten świat będzie jeszcze mniej doskonały niż ten, który jest teraz...właściwie był do tej pory...- szepczę nie otwierając ust. Mamroczę przez zaciśnięte wargi.
"Jak mało wiary w tobie. A może właśnie wręcz przeciwnie? Może ten świat będzie idealny? Wspaniały?"
- Bez wojen, konfliktów, morderstw, chorób...
"Spróbuj."
- Pomożesz mi?
"Nie mogę. Musisz uporać się z tym sama."
- Teraz rozumiem!
"Tak?"
- Wyjaśnisz mi wszystko jeśli uwierzę, prawda?
"Nie można uwierzyć na zawołanie. Tego trzeba chcieć. W ten sposób nie przekonasz ani mnie, ani Jego. Po prostu spróbuj. Dostałaś wyjątkową szansę."
- Tak. Masz rację. Dostałam wyjątkową szansę. Nie chcę już dłużej tej samotności. To boli. Chcę się obudzić. Chcę być szczęśliwa.
Otwieram oczy z nadzieją, że wszystko wróci do normy. Bliscy ludzie, miejsca, przedmioty. Ale nadal trwam zawieszona w pustce. Naga, ale nie czuję się bezradna. Wydaje mi się to takie oczywiste. I tyle siły, i tyle wiary i tyle otuchy dodała mi ta jedna rozmowa.
Wstaję pewnie i znajduję sobie odpowiedni miejsce w tym...miejscu, którego nie ma. Przymykam oczy i całą uwagę koncentruję na jednym przedmiocie. Ołówek. Potrzebuję ołówka. Jakie to proste! Długi, czarny ołówek spada mi w dłonie prosto z nieba. Jak to z nieba? Jak to możliwe, skoro nieba nie ma? Unosze głowę i ku mojemu zdziwieniu słońce razi mnie w oczy , a chmury tak mocno zaznaczają się na niebieskim tle, że wyglądają wręcz nienaturalnie.
- A jeśli chciałabym aby nowy świat miał zielone chmury i pomarańczowe niebo? - Pytam z nadzieją, że usłyszę odpowiedź.
" To niemożliwe. Nieba nigdy nie zmienisz."
- Ha! Czyli jednak On nie ufa mi do końca! Dał mi władzę, ale nie pozwolił panować nad wszystkim!
"Czy tyle ci nie wystarcza? Wydaje mi się, że to i tak zbyt wiele. Skup się. Masz niewiele czasu."
- Chyba sześć dni, prawda? Tak to się przecież zaczęło?
"Masz jedynie kilka godzin. Niedługo się obudzisz."
- Ja śpię? Wydawało mi się, że otworzyłam oczy.
"Nie zastanawiaj się nad tym teraz. Skup się na tym, co masz zrobić."
- Dobrze.
Staję prosto, na przeciwko wyimaginowanego świata i skupiam się na tym czego potrzebowałabym w starym świecie, by mieć namiastkę szczęścia. Co sprawiłoby mi nieopisaną radość, a których błędów nie chciałabym nigdy powtórzyć.
I rysuję Mężczyznę. Bo tak to się zaczęło. Powtarzam Jego błędy. Rysuję głowę, błękitne oczy, lekko zadarty nos, małe uszy, szerokie ramiona, pośladki, mocne uda, stopy. Nazywam go jakimkolwiek imieniem i Mężczyzna zaczyna mrugać, oddychać. Uśmiecha się nieznacznie. Podchodzi i wtula głowę w moje piersi.
- Odnalazłem cię - szepcze.
- Nie. To ja cię stworzyłam - uśmiecham się i głaszczę go po krótkich włosach.
" I tyle?" słyszę głos z oddali.
- Dopiero zaczęłam - tłumaczę się - nie stać mnie na samotność. Ktoś musi mi przecież towarzyszyć w tej ciężkiej walce o przyszłość.
"Przegrałaś tę walkę. Twój czas się skończył."
- Jak to? Dałeś mi przecież kilka godzin!
"A wyczerpałaś kilka lat. I skupiłas się tylko i wyłącznie na własnych potrzebach. Jesteś egoistką. Spójrz na siebie, spójrz na to co cie otacza."
Ponownie otwieram oczy. Jestem w kuchni. Przy stole siedzi On. Pije kawę. Za oknem widzę znajomą i tak bliską ulicę, domy, sąsiadów, drzewa, kwiaty, słońce. Jest pięknie.
Najpiękniejszy świat, jaki tylko mógł powstać.
- Przecież nic się nie zmieniło. Jest tak, jak było do tej pory. Dlaczego więc mówisz, że jestem egoistką? - Dziwię się.
"Miałaś szansę by zmienić wszystko. I co zrobiłaś? Nic."
- A nie pomyślałeś, że może tak właśnie powinno być? Że ten świat, który istnieje jest cudowny, pomimo swoich wad? I to właśnie jest w nim doskonałe! Bo nigdy nie jest tylko źle lub tylko dobrze. Bo ludzie uczą się siebie, są ze sobą dla siebie. Nie pomyślałeś, że tak właśnie powinien wyglądać ten świat i nie ma potrzeby żeby cokolwiek w nim zmieniać? To jest właśnie wiara.
Nie słyszę odpowiedzi. Nie słyszę nawet jęków rozpaczy czy tryumfu.
Zalewam herbatę wrzątkiem i siadam przy stole. Zastanawiam się tylko, kim była Ona? Kim mogła być? I w tej właśnie chwili czuję nieznaczny ruch gdzieś we mnie. W środku.
- Kochanie. Nasza córka się obudziła - usmiecham się i upajam tą cudowną zwyczajnością.
/16.03.2008/
Z dedykacjami. Osobie, dzięki, której powstały te słowa. Tak, Tobie...
Znowu pojawił się motyw snu, ale narazie ostatni raz. Kto wie, kiedy powróci... (Uprzedzam słowa Pana F.)
Wyjątkowo wiele mam sobie do zarzucenia. Więcej niż zwykle. Ale nie zmieniam. Nigdy nie zmieniam.
Ten typ tak ma.
Pozdrawiam ciepło, mocno, gorąco, przytulnie.
skomentuj (4)
|
|